Program SAFE może oznaczać dla Polski dziesiątki miliardów euro zamówień, które w dużej części trafią do krajowego przemysłu zbrojeniowego. Pojawia się jednak kluczowe pytanie: czy polskie zakłady zdążą z realizacją dostaw do 2030 roku? To właśnie termin wykonania zamówień wskazywany jest dziś jako największe wyzwanie.
2030 rok jako twarda granica
Podczas panelu na EEC Trends pełnomocniczka rządu ds. SAFE, Magdalena Sobkowiak, zwróciła uwagę, że ryzykiem programu nie jest brak pieniędzy, lecz zdolność produkcyjna i tempo realizacji kontraktów. Zgodnie z zasadami SAFE sprzęt zakupiony w ramach programu musi zostać dostarczony do końca 2030 r.
Jednocześnie mechanizm przewiduje rozliczenia oparte o kamienie milowe, co – zdaniem rządu – ma mobilizować dostawców do terminowej realizacji.
Część środków to refinansowanie
Jak wyjaśniała Sobkowiak, SAFE to nie tylko nowe projekty. Część środków pozwala refinansować kontrakty zawarte już wcześniej, co było przedmiotem negocjacji z Komisją Europejską. Pozostała pula dotyczy zupełnie nowych zamówień, tworzonych zgodnie z potrzebami sił zbrojnych.
Co istotne, przy budowie listy zakupów decydujący głos miało wojsko, a nie instytucje unijne.
Wspólne zakupy – ale z polskim udziałem
Komisja Europejska promuje ideę wspólnych zamówień obronnych państw członkowskich. Polska – jak podkreśla rząd – nie odrzuca tego modelu, ale chce w nim aktywnie promować własne produkty.
– Nie chcemy biernie czekać, co zaoferują inni. Zamierzamy prezentować nasze rozwiązania i wprowadzać je do wspólnych zamówień – podkreślała Sobkowiak, zapowiadając intensywną promocję polskiego uzbrojenia w Europie.
Banki obawiają się wyparcia finansowania
Podczas dyskusji pojawiły się także głosy z sektora finansowego. Artur Kucia z PKO BP ostrzegał, że kredyty z SAFE mogą zastąpić finansowanie bankowe, podobnie jak wcześniej środki z KPO.
Jego zdaniem presja czasu związana z rokiem 2030 może skłaniać do sięgania po środki unijne kosztem klasycznego finansowania rozwojowego.
Rząd: SAFE nie zastępuje inwestycji
Z tą oceną nie zgadza się strona rządowa. Pełnomocniczka ds. SAFE podkreślała, że program finansuje konkretne produkty, a nie inwestycje. Aby zrealizować zamówienia, firmy i tak będą potrzebować kapitału na rozbudowę mocy produkcyjnych.
– Przemysł zbrojeniowy nadal będzie musiał sięgać po finansowanie inwestycyjne – zaznaczała Sobkowiak.
Podobne stanowisko przedstawił wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota, wskazując na lata niedoinwestowania sektora oraz rosnące potrzeby w obszarze badań i rozwoju.
Technologia kluczem do rentowności
Znaczenie zaplecza technologicznego podkreślił również Hubert Cichocki, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz. Jego zdaniem komponent technologiczny w produktach obronnych ma bezpośredni wpływ na marże i konkurencyjność eksportową.
Miliardy zostaną w kraju
Pod koniec stycznia premier Donald Tusk poinformował, że ponad 80 proc. środków z SAFE trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Z ponad 100 projektów zgłoszonych przez Polskę blisko 30 jest bezpośrednio powiązanych z Tarczą Wschód i ochroną wschodniej granicy.
Komisja Europejska zatwierdziła polski plan obejmujący 139 projektów o wartości 43,7 mld euro, a SAFE ma formę długoterminowych pożyczek, które państwa członkowskie będą musiały spłacić.
Kluczowe pytanie pozostaje
SAFE otwiera przed Polską ogromne możliwości rozwoju sektora obronnego. Jednocześnie rok 2030 staje się nieprzekraczalną granicą, która sprawdzi realne zdolności produkcyjne, finansowe i organizacyjne przemysłu.
Czy miliardy rzeczywiście przełożą się na trwały wzrost potencjału obronnego i eksportowego? Odpowiedź poznamy w najbliższych latach.
